środa, 26 grudnia 2012

Rozdział 6


Dziękuję, że jesteś na zawsze w moim serduszku Izzy <3


Już nie pamiętam, kiedy zależało mi tak bardzo na randce, że od rana czuję same motylki w brzuchu. Emma postanowiła sprawdzić jak sobie radzę i odwiedziła mnie, gdy jeszcze smacznie spałam w łóżku. Obudziłam się dopiero w tedy, gdy dostałam poduszką prosto w głowę.
-Wstawaj śpiochu! Dzisiaj ktoś ma randkę z panem przystojniakiem- krzyknęła entuzjastycznie- Chyba nie chcesz tego przespać?
-Nieee... - wymruczałam do poduszki- A w ogóle, która godzina?
-Jest 9:00.
-Powinnaś ulitować się nade mną, tym bardziej, że pracowałam do późna.
-Oj nie marudź tyle, tylko idź się umyć, bo aż tu czuję zapach twojego oddechu, na pewno byś go powaliła na śmierć- zażartowała.
-No dobra, już wstaje- odpowiedziałam wstając z łóżka i udałam się prosto do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic i odbyłam poranną toaletę. Z mokrą głową wyszłam z pomieszczenia i od razu zostałam zbombardowana ilością pytań od blondynki. Usiadłam obok niej na łóżku i pozwoliłam, żeby zadała pierwsze pytanie.
-I, jaki on jest?- zapytała podekscytowana.
-Kto?- odpowiedziałam ze zmieszaniem, bo przez moment na prawdę nie miałam pojęcia, o kogo jej chodzi.
-No Ryan, a o kim innym myślałaś?
-A on.... No cóż, myliłaś się, co do niego, nie jest wcale taki idealny, za jakiego go uważałaś.
W skrócie zaczęłam jej opowiadać cały wczorajszy dzień, nie zadawała pytań i jak to miała w zwyczaju siedziała cicho i skupiała się na każdym słowie, które wypowiadam. W końcu, gdy skończyłam powiedziała:
-Nie wierzę, nie spodziewałam się tego po nim, przecież wygląda tak niewinnie, ale przyznaj, jest przystojny!
-Przykro mi, no ale przyznam ci racje, jest przystojny, co nie znaczy, że może robić wszystko, co mu się podoba.
-No dobra, moja ciekawość została zaspokojona, a teraz kotku, mów, w co się ubierasz?
-Nie myślałam jeszcze nad tym, w końcu nawet nie powiedział mi, gdzie mnie zabiera.
-Masz szczęście, że przyszłam do ciebie z pomocą, inaczej wyszłabyś na jakąś wieśniaczkę- powiedziała ze śmiechem.
-Na jakąś wieśniaczkę? No dzięki za szczerość, zapamiętam to sobie.
-No to spójrzmy, co masz?
Em podeszła na drugi koniec pokoju i otworzyła drzwi do garderoby. Trzymałam tam wszystko, począwszy od kurtek, sukienek, swetrów, biżuterii i butów. Wolałam wszystko mieć w jednym miejscu niż biegać z miejsca na miejsce.
Po sposobie poruszania się przyjaciółki po pomieszczeniu, zaczęłam przypuszczać, że zna ją lepiej niż ja. Zajęło jej 3 minuty, żeby dopasować dla mnie zestaw na dzisiejszy wieczór. Była to beżowa koronkowa sukienka z wcięciem na plecach, o której istnieniu już dawno zapomniałam. Do tego dobrała mi czarne dodatki i tego samego koloru szpilki.
Przez resztę dnia plotkowałyśmy, o czym popadnie, oglądałyśmy film i zrobiłyśmy coś do jedzenia. Nawet nie zauważyłam, kiedy zegar wybił szóstą.
-To teraz trzeba zająć się twoją głową, siadaj i się nie ruszaj- powiedziała.
Wzięła moją lokówkę i zaczęła nawijać kolejne pasma włosów, gdy skończyła polakierowała mi je jeszcze dla trwalszego efektu. W końcu moja twarz otaczała burza loków. Szybko nałożyłam delikatny makijaż i założyłam sukienkę. W tym czasie Emma zdążyła już wyjść, zostawiając mi kartkę z wiadomością: Baw się dobrze. 
Liam przyjechał pod dom punktualnie. Przez okno zauważyłam jak wysiada z samochodu  i udaje się w moją stronę, po czym usłyszałam rozchodzący się po mieszkaniu dzwonek do drzwi. Wyszłam mu na powitanie, otworzyłam wejściowe drzwi i stał tam, oparty o framugę. Na jego widok serce zaczęło mi szybciej bić. Przywitał mnie jednym ze swoich promiennych uśmiechów, włosy jak zawsze miał w nieładzie, założył ciemne jeansy, granatową marynarkę i jasno niebieską koszulę, wyglądał bardzo kusząco.
Nagle za siebie wyciągnął bukiet goździków, które mi wręczył.
-Są śliczne, masz dobry gust, bo są to moje ulubione.
-Zgadywałem. A teraz pozwól zabrać cię na naszą randkę.

Samochód zaparkował na odosobnionym parkingu, w pobliżu nie było żadnego budynku ani żadnych oznak cywilizacji. Otaczały nas tylko drzewa.
-Jesteśmy na miejscu? - zapytałam ze zdenerwowaniem.
-Niezupełnie, ale nie bój się. Musimy jeszcze tylko kawałek przejść i już będziemy.
-Mam nadzieje, że w tym lesie nie planujesz mnie zabić- spróbowałam zażartować, ale coś mi nie wyszło.
-Hmmm... Interesująca propozycja, czemu wcześniej o tym nie pomyślałem- zażartował. Nagle całe zdenerwowanie opadło.
Pomógł mi wysiąść z samochodu, złapał mnie za dłoń i zaczął prowadzić ścieżką w głąb lasu. Uważałabym, że to wszystko jest bardzo romantyczne, ale ta ciemność coraz bardziej zaczynała mnie przerażać, a nie należę do zbytnio odważnych ludzi. Odruchowo ścisnęłam jego dłoń mocniej, wyczuł to i tylko wyszeptał zatrzymując się.
-Już jesteśmy.
Znajdowaliśmy się na klifie, fale roztrzaskiwały się o głazy, na których staliśmy. Byłam zdumiona pięknem tego krajobrazu.
-Przychodzę tu czasami by pomyśleć w spokoju.
-Nie mogę uwierzyć, że nie słyszałam o tym miejscu.
-Mało osób o nim wie i dlatego, jest takie tajemnicze. Na dzisiejszy wieczór przygotowałem piknik, mam nadzieję, że lubisz.
-Uwielbiam, choć już dawno nie byłam na żadnym pikniku.
Zaprowadził mnie do rozłożonego na piasku kocu, obok znajdował się kosz z jedzeniem. Wszystko to otoczone było małymi zapalonymi świeczkami. Widok ten zaparł mnie dech w piersiach.
Noc była ciepła, wiał tylko leciutki wietrzyk, ale nam to nie przeszkadzało.
Kiedy nalewał wino do lampek zagaiłam:
-Opowiedz mi coś o swojej rodzinie.
Moi rodzice urodzili się w Wielkiej Brytanii i tam dorastałem do 12 roku życia. Nie wiele pamiętam z tego okresu. Później tata dostał ofertę pracy w LA i z dnia na dzień spakowaliśmy wszystkie nasze rzeczy i znaleźliśmy się tutaj. Długo nie potrafiłem się tutaj odnaleźć, dzieciaki w szkole się naśmiewali z mojego akcentu, w końcu Amerykanie nienawidzą Brytyjczyków, ale z czasem już się przyzwyczaiłem.
-To nie miałeś zbyt łatwo, dzieci potrafią być okrutne.
-Nie było aż tak źle, słyszałem o gorszych rzeczach, a poza tym znalazłem kilku naprawdę wartościowych osób. Muszę cię z nimi zapoznać- uśmiechnął się- A jak sprawa wygląda u ciebie?
-Nie mam rodzeństwa, ale pewnie jak zauważyłeś, Emmę traktuję jak siostrę, bardzo jesteśmy ze sobą zżyte. A co do rodziców to nie mam z nimi jakiegoś mega dobrego kontaktu. Kiedyś byliśmy wielką szczęśliwą rodziną, ale coś się popsuło. Tutaj spędziłam całe swoje życie, rodzice wyjechali do Denver, mieli już dość wiecznego słońca, ale ja wolałam zostać, w końcu tylko tu mogę surfować o każdej porze dnia. Za dużo z tym miejscem posiadam wspomnień, żeby z tego zrezygnować. Teraz tylko wysyłają mi pieniądze na mieszkanie, mało kiedy dzwonią, dlatego cenię sobie przyjaciół, bo tylko w nich mam oparcie. A w ogóle, czym się zajmujesz, jeśli mogę wiedzieć?
-Jestem muzykiem, gram w jakiś małych lokalach, ale szału nie ma, jestem tylko ja i gitara. Jakoś się kręci, pieniędzy na razie dużych nie ma, ale da sie wyżyć z miesiąca na miesiąc.
Opowiedziałam mu, o czym ja się zajmuję, był pod wrażeniem, że jeszcze nie zrezygnowałam, gdyby on miał takiego pracodawcę już dawno dałby nogi za pas. Jednym słowem: pocieszające.
-Może przejdziemy się po plaży?- zaproponował.
-Z miłą chęcią- odparłam wstając z koca.
Zeszliśmy zboczem klifu na równy teren i brzegiem morza spacerowaliśmy trzymając się za rękę. W jego towarzystwie czułam się bezpieczna i spokojna, miałam wrażenie, że znam go od bardzo dawna, a nie, że poznałam go zaledwie tydzień temu.
Rozmawialiśmy o swoim dzieciństwie, Liam jak to mały dzieciak z nieposkromioną ciekawością, często lądował w szpitalu, o tym, że nie należy do rozrywkowych ludzi, że woli posiedzieć w domu, niż się upić. Pod tym względem się różniliśmy, żyłam tylko z imprezowania, ale wyrosłam z tego jak i z wielu innych rzeczy i nie bawi mnie to teraz jak w tedy. Jako dziecko lubiłam wchodzić na drzewa, eksperymentować z nowymi zabawkami, mieć zdrapane ręce i nogi.
-Mogę o coś cię zapytać?- zaczął ze zdenerwowaniem, przystając na chwilę, by popatrzyć mi prosto w oczy.
-Jasne, pytaj śmiało.
-Mogę cię pocałować?- wypowiedział te słowa tak szybko, że przez chwilę gapiłam się na niego w osłupieniu.
-Nie musisz się pytać o pozwolenie. Było trzeba tak zrobić od razu. Zniszczyłeś całą magie- powiedziałam z uśmiechem na twarzy- Zacznijmy od początku.
Przyciągnął mnie do siebie i na moich ustach złożył mi delikatny pocałunek, jakby się bał odrzucenia. Po moim ciele przeszło przyjemne mrowienie. Jego usta smakowały odurzającym winem i truskawkami, które zjedliśmy siedząc na klifie. Chciałam, żeby ta chwila trwała wieczność, ale nagle rozległ się dzwonek mojego telefonu.
-Odbierz- wymruczał miedzy pocałunkami.
Zerknęłam na wyświetlacz i już pożałowałam, że nie zostawiłam komórki w domu lub jej nie wyłączyłam.
-Skyler, coś się stało?- zapytałam zrezygnowana. Spojrzałam na Liama, który bawił się moją ręką, stykając swoje czoło o moje.
-Musisz natychmiast do mnie przyjechać!- krzyknął zdenerwowany Ryan.
-Już jest 2 nad ranem, nie może to poczekać do jutra?
-Nie, to poważna sprawa. Za 15 minut widzę cię u siebie.
-No dobrze, tylko podaj mi adres.
Cały dobry humor już się ulotnił, jeden telefon a może tyle namieszać, od razu pożałowałam, że go w ogóle odbierałam.
Rozłączyłam się i tylko wyszeptałam "Przepraszam" w stronę Liama, który patrzył tylko na mnie swoimi dużymi niebieskimi oczami.
-Praca wzywa?- pokiwałam tylko głową, wpatrując się w jego buty. -Chodź, podwiozę cię.





7 komentarzy:

  1. Ah, ta Emma. Jej teksty mnie rozbrajają, hahaha! Rozdział jest cudowny *-* Ale Ryana zabiję za to, że popsuł taką romantyczna chwilę! Co on znowu chce? Jeszzce ma jechać do niego? Wtf?! ;D
    Pisz szybciutko następny xx
    I oby Taylor się też pojawił <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez muszę się zastanowić czego on tak właściwie chce ;p W końcu to Ryan, wszystko może mu się odmienić ;p A dla Taylora chyba znajdę trochę miejsca w następnym rozdziale ;p

      Usuń
    2. Trochę?! Ale dzięki chociaż za tyle ;p A Ryan niech się do niej dobiera. Dzwonił o takiej orze, więc może był po jakiejś imprezie. Nawalony siedzi pod drzwiami swojego apartamentu, bo nie umiał włożyć kluczyka do zamka i dlatego do niej zadzwonił, hahaha :D

      Usuń
    3. Może więcej niż troche ;p Kurde faktycznie jesteś moją siostrą bo myślałam podobnie nad dalszym ciągiem :P to już wiesz czego się spodziewać, to muszę teraz jakoś to inaczej napisać, żeby czymś Cię zaskoczyć :p

      Usuń

  2. Lucy Vollerie jest od pewnego czasu dziewczyną przesławnego Harry'ego Stylesa. Z początu miłość ta, dawała jej wszystko czego chciała. A potem coś nagle pękło. Harry przebywał całymi dniami poza domem, unikał Lucy, "niszczył jej serce".
    Po pewnym czasie dziewczyna zrozumie, że być może jej chłopak ją zdradza. Pełne dziwnych momentów dochodzenie, otworzy jej oczy, ukaże jaki naprawdę jest niejaki pan Styles. Zda sobie sprawę, że nigdy go nie znała.
    Co ukrywa Harry? Jaką prawdę odkryje Lucy?
    Zapraszam na http://darkness-lurks-everywhere.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałam, że mój ostatni rozdział skomentowałaś, dlatego zapraszam cię do przeczytania świeżego, czwartego odcinka. Mam nadzieję, że spodoba się :).

    Cóż, obserwuję, bo spodobała mi się twoja twórczość.
    Pozdrawiam, Bellatrix

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż z pośpiechu zapomniałam o adresie... :)
      http://dra-sev-mione.blogspot.com/

      Usuń