Po pokoju rozległ się dźwięk
budzika.
-Cholera- wymruczałam sennie i
wyciągnęłam rękę by wyłączyć przedmiot, z którego wydobywał się przeraźliwy
dźwięk- Skyyyy, bież się do roboty i wstawaj. Nie możesz zaspać!
Poranki
zawsze są najgorsze, tym bardziej, jeśli śni się o czymś cudownym i kiedy mieszka
się w Los Angeles, gdzie słońce wiecznie świeci i czas płynie własnym rytmem.
Nie wstając z łóżka przeciągłam się w blasku słońca, po czym
udałam się pod prysznic. Odświeżona szybko założyłam czarną spódniczkę do kolan
i białą koszule. Pozwoliłam by włosy wysuszyły się w czasie drogi, samoczynnie
układając się w fale.
Miasto
powitało mnie przyjemnym skwarem, uwielbiam lato nie tylko dlatego, że całe
dnie potrafiłam spędzić na surfowaniu, ale dlatego że z tym okresem wiążą się
najwspanialsze wspomnienia i nie mam tu na myśli imprez.
Po drodze
na umówione spotkanie udałam się do swojej ulubionej kawiarenki, w której na
domiar złego pracowała moja przyjaciółka, Emma. Wchodząc nigdzie jej nie
widziałam, przez myśl przeszło mi, że wzięła wolne, albo ma drugą zmianę, lecz
myliłam się, gdyż zaraz skoczyła na mnie w geście przywitania. Jak zawsze była
uśmiechnięta, długie blond włosy miała upięte w kok na czubku głowy, przez co
wyglądała jeszcze bardziej uroczo. Jej niebieskie oczy rozszerzyły się, gdy
tylko obejrzała mnie od stup do głowy.
-Gdzie się wybierasz tak
„odpicowana”? Przecież nie lubisz takich ubrań- stwierdziła krótko.
-Niestety mam dziś rozmowę
kwalifikacyjną, a w shortach i w zwykłej koszulce nie wypada iść.
-Co?! Niemożliwe, że idziesz do
pracy, czemu nic nie powiedziałaś? Myślałam, że całe życie spędzisz na obijaniu
się.
-Nie chcę zapeszyć, choć usiądźmy
do naszego stolika, nie będziemy tak stać na środku.
Lubiłam to
miejsce nie tylko z powodu pysznej kawy, ale dlatego, że to miejsce posiadało
swój specyficzny klimat i wystrój. Lokal jest przestronny z mnóstwem okien,
roślin a także kominkiem, które znajduje się w centralnej części pomieszczenia.
Z Em od liceum lubiłyśmy tu przesiadywać, nawet miałyśmy własny stolik, który
utrzymał się, aż do dziś. Znajdował się w końcu Sali, z skąd nie było słychać
żadnych rozmów, a okno wychodziło bezpośrednio na park.
-Myślałam
dużo nad tym i doszłam do wniosku, że najwyższy czas dorosnąć i żyć na własny
rachunek, a poza tym to już zaczynało mi się nudzić i nie po to szłam na studia
by teraz leżeć do góry brzuchem- przez chwile Em przyglądała mi się czujnie,
lecz jej oczy pojaśniały i wykrzyczała:
-Tak się
cieszę, że w końcu postanowiłaś się wziąć w garść, trzymam kciuki, żeby
wszystko się udało, jestem z ciebie dumna Sky. Właśnie, zamawiasz to, co
zwykle?
-Jasne,
tylko z mniejszą ilością cukru, nie mogę tam trząść się z nadmiaru energii.
-Haha,
chciałbym to zobaczyć.
-Wierz mi
nie chcesz.
Blondynka wstała i ruszyła do
kontuaru robić moją ulubiona kawę, Late.
Nasza przyjaźń trwa już od liceum, ja byłam typem
imprezowiczki, a Em całkiem przeciwnie, zawsze rozsądna. Starała się poskromić
mój gorący temperament i zawsze stawiała mnie na równe nogi, a ja wniosłam w
jej życie więcej luzu, śmiechu i ludzi, z którymi dzielimy wspólne
zainteresowania. Można powiedzieć, że jesteśmy jak dwa żywioły, które razem się
dopełniają i zawsze potrafimy znaleźć wspólny język, a także dbamy o siebie jak
siostry.
Po chwili Emma wróciła, podając mi ciepłą kawę.
-Dzięki
kocie, muszę lecieć by się nie spóźnić-powiedziałam.
-Trzymaj
się i zadzwoń jak będzie już po wszystkim.
-Spoko, to
do usłyszenia, papa- pocałowałam ją szybko w policzek i wyszłam z kawiarni
popijając pyszną kawę.
Do
wyznaczonego miejsca doszłam w 15 min. Był to wysoki szklany biurowiec, od razu
weszłam i udałam się na odpowiednie piętro. W poczekalni znajdowało się mnóstwo
osób począwszy od 20 nawet do 40 lat. Wszyscy patrzyli się na siebie i
oczekiwali, kiedy ich nazwisko zostanie wywołane.
Zostałam
poproszona do sali po 30 minutach czekania.
-Dzień dobry,
panno Wilde, nazywam się David Smith i reprezentuję mojego klienta, który nie
może dziś do nas dołączyć- przywitał się mężczyzna w średnim, wieku i z sympatycznym
uśmiechem.
-Dzień
dobry, miło mi pana poznać- odpowiedziałam uprzejmie.
-Proszę
sobie usiąść i czy mógłbym prosić pani CV?- zapytał.
-Oczywiście,
już daję- pośpiesznie wyjęłam z torebki teczkę z dokumentem i podałam ją mojemu
rozmówcy.
-Interesujące…-
mówił w zamyśleniu, przeglądając dokument- Widzę, że ukończyła pani Uniwersytet
Kalifornijski, bardzo dobra placówka, a jak pani ocenia tą szkołę?
-Bardzo
dobrze ją wspominam, dzięki niej absolwentom jest łatwiej znaleźć pracę, a
także grono pedagogiczne było wymagające, co za tym idzie, poziom była coraz
wyższy.
-A, co z
zainteresowaniami?
-Tak jak
każda młoda osoba lubię się rozerwać w gronie przyjaciół, od dziecka surfuję,
więc praktycznie każdą wolną chwilę wykorzystuję tej pasji, a także na
amatorskie rysowanie.
-Z chęcią
zobaczyłbym pani prace przy innej okazji, a ile pani ma lat?
-
Oczywiście, byłabym zachwycona. Mam 25 lat.
Rozmowa ciągła
się jeszcze z 10 min, aż w końcu zakończyła się tak dobrze znanymi słowami:
-Dziękuję
pani Skyler Wilde za przyjście. Proszę w przyszłym tygodniu oczekiwać na
telefon.
Podziękowałam
i szybko wyszłam z pomieszczenia, po czym moje miejsce zajął ktoś inny. W
drodze powrotnej do mieszkania, myślałam nad tym, czy rozmowa się udała i czy
czasem niczego nie zawaliłam, poinformowałam Emmę i doszłam do wniosku, że nie
mam szans, tym bardziej, że nigdzie wcześniej nie pracowałam i nie zdobyłam
wymaganego doświadczenia.
Będąc już
domu przebrałam się w wygodne ciuchy i wyszłam na plaże by dać upust swoim emocją.
Słońce powoli zachodziło, dając na horyzoncie czerwone słońce i chmury.
Wbiegając z deską do wody poczułam, że jestem w domu.
Dajesz szybko następny! ;p
OdpowiedzUsuńPostaram się ale nie wiem kiedy uda mi się coś dodać ;p
OdpowiedzUsuń